Jak żyć!? ...na diecie

Żyjemy w czasach gdzie wizja stracenia kilku kilogramów i myśl o tym jak Nasze ciało się kurczy wydaje się być wyjątkowo pociągająca. W zasadzie, mając na uwadze światową plagę otyłości, nie ma tym nic złego. Tylko czy mierzymy siły na zamiary? Czy wiemy jak się do tego zabrać?

Słowo "dieta" ma dość negatywny wydźwięk. Słuchając wypowiedzi wielu osób często słyszę, że nie potrafią być na diecie albo że dieta coś zdecydowanie nie dla nich... Bzdura! KAŻDY z Nas jest na diecie, dieta to nic innego jak sposób żywienia. Można to robić dobrze źle (jak wszystko inne). A skoro MUSIMY to dlaczego nie zrobić by tego dobrze?

Zmiana stylu żywienia (diety) nie powinna być traktowana jako okres przejściowy, coś co zaczyna się w Nowym Roku, od poniedziałku, po świętach, przed wakacjami. Wyczekiwanie z wypiekami na policzkach aż dieta się skończy zazwyczaj kończy się powrotem do starych nawyków a co z tym idzie- efektem jojo.







Małe kroczki. Jeśli zaplanujemy sobie od poniedziałku żywieniową apokalipsę przez weekend wyjadając hurtowo z szafek wszystko co naszym zdaniem nie mieści się w zakresie nowego super planu zmiany życia szanse na powodzenie są nikłe. Lada moment pojawi się poczucie straty i ból ograniczeń, a jak już pisałam (patrz wyżej) zmiana powinna być zaplanowana "na zawsze". Czy więc opcja "nigdy nie zjem czekolady", "nigdy nie tknę pizzy", "do końca życia będę jeść kaszę gryczaną a już przenigdy frytek" ma rację bytu? U zdecydowanej większości z nas NIE. I nie znam nikogo kto byłby w stanie przez 40 lat nie zjeść czegoś co nie do końca wpisuje się w kanony pojęcia zdrowej diety. Pamiętajcie, że wszystko jest dla ludzi, a najważniejszy jest umiar.

Stawiajcie sobie realne cele w realnym czasie. Wymaganie od siebie schudnięcia 10 kg w 3 tygodnie to nie jest realny cel. Realnym celem nie jest też ważenie 50 kg gdy ważyliście tyle w gimnazjum, które skończyliście 20 lat temu. Nierealne zazwyczaj jest też wciśnięcie w spodnie z liceum gdy jesteście Mamami trójki dorastających dzieci. Te bardzo mierzalne wskaźniki jak masa ciała, jego skład są oczywiście bardzo ważne, ale przede wszystkim powinniście zwracać uwagę na to jak się czujecie (w subiektywnej opinii) oraz na stan waszego zdrowia (wyniki badań).



Jeśli nie macie w zwyczaju jeść 5 posiłków dziennie po 3 godziny narzucenie sobie tego wraz z 1 stycznia może okazać się za trudne. Może warto w pierwszym tygodniu np. jeść jak do tej pory, ale w regularnych odstępach czasu, w kolejnym drożdżówkę z drugiego śniadania zamienić na jogurt i owoc, a w następnym postanowić sobie, że słodycze będą pojawiać się raz w tygodniu? Jeśli Wasz plan dnia absolutnie nie pozwala na jedzenie 5 posiłków pamiętajcie, że 3 też są ok. W ostatecznym rozrachunku największe znaczenie będzie miała wartość odżywcza Waszych posiłków oraz bilans energii. Jeśli nie macie w zwyczaju jedzenia śniadań zamysł aby w tym czasie wcisnąć w siebie obiadową porcję w myśl idei "śniadanie jest najważniejsze" może skończyć się jedynie bólem brzucha. Może warto zacząć od soku albo owocu stopniowo zwiększając ilość jedzenia? Bądźcie sprawiedliwi! Te 5, 10 czy 20 dodatkowych kg nie zrobiło się wczoraj, więc nie miejcie nadziei, że znikną popołudniu gdy do popołudniowej kawy zabrakło ustawowego od lat ciasteczka. Zdrowe tempo chudnięcia to 0,5-1 kg w tygodniu, ale sprawiedliwie będzie dać sobie na to tyle czasu ile czasu zajęło przyrastanie.

Niech motywuje Was zdrowie! Wiem, oklepane niczym wątki miłosne w książkach, ale ważniejsze niż wciśnięcie się w jeansy. Niestety większość z Nas zdrowie zaczyna szanować wraz z jego stratą, a warto mieć na uwadze, że nie mieć insulinooporności, miażdżycy, cukrzycy 2, ostreoporozy (mogłabym wymieniać i wymieniać, ale ponoć moje posty są i tak za długie) jest fajniejsze niż ładnie wyglądać na plaży.

Polubcie siebie. W zasadzie jeśli nie istnieją żadne przesłanki religijne to macie tylko jedno ciało. Więc co Wam szkodzi pokochać je i należycie się nim zając? Kiedy zaczniecie jeść zdrowo zdrowa waga pojawi się wskutek zupełnie naturalnego procesu.

Zmiana nawyków może okazać się bolesna. Wiele czynności wykonujemy bezmyślnie w tym samym miejscu, czasie i w ten sam głupi sposób, próba zerwania tego cyklu, zastanowienie się nad nim zazwyczaj wiąże się z dużym psychicznym dyskomfortem. warto dodać sobie jakiś miły przerywnik w tej codziennej rutynie. Spacer? Telefon do przyjaciółki? Memy ze śmiesznymi kotami? Cokolwiek co odciągnie Waszą uwagę od dziwnego przymusu (np.codziennego jedzenia ciastka o 17 gdy pijecie herbatę)

Nie porównujcie się z innymi. Życie to nie Insta.

Kiedy jesz to jedz. Nie pisz SMSów, nie rozmawiaj przez telefon, nie oglądaj "Spartakusa" na Netflixie. Poświeć jedzeniu niepodzielną uwagę. Jeśli na klawiaturze widzisz okruszki, w pościeli ewidentnie znajdują się chipsy a na ubraniach masz plany od lodów, których nie jadłaś (eheeee) to znaczy, że robisz to źle.

Nie chomikujcie ciastek, czekolady i chipsów aby w chwili zwątpienia móc wygrzebać je z szafek i bezmyślnie pochłonąć. Zasada, że jak nikt nie widział to się nie liczy w praktyce nie działa.

Jeśli czegoś naprawdę nie znosicie porostu tego nie jedzcie. Zdrowa dieta nie polega na samo linczowaniu.

ps. mówimy tu o "nie lubię kapusty" a nie o "nie lubię warzyw" ;)




2 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie