Ryby w ciąży ZAKAZANE?

Oglądałam ostatnio youtubowy filmik jednej z lekarek. Opowiadała o tym w jaki sposób powinno wyglądać żywienie w ciąży i po rozwiązaniu, aby wrócić do wcześniejszej formy. W sekcji komentarzy pojawiło się wiele głosów krytyki, z których jasno wynikało, że jedzenie ryb w ciąży jest całkowicie zakazane, a owa lekarka jest niekompetentna, wprowadza ludzi w błąd mogący rzutować na stan życia i zdrowia dziecka. Generalnie została odesłana na dalsze nauki (jakby medycyna to było nauki za mało).


Zaskoczę Was (szczególnie osoby, które z niesamowitą pasją obrażały autorkę filmu z tego powodu). Ciężarna może, a nawet powinna jeść ryby. Lekarka (to dopiero zaskoczenie) ma rację. Sprawdzajcie źródła informacji, z których korzystacie i znajdujcie autorytety, których wiedzę ktoś potwierdził. W internecie jest cała masa ludzi, którzy mają się za lekarzy, dietetyków, kosmetologów, a szczególnie chętnie ingerują w ludzkie zdrowie swoimi światłymi poradami, nie mając ku temu kompetencji. Wybierając specjalistów proście o dyplomy. Pamiętajcie, że wiedza która Wam przekazujemy to wiedza wynikająca z badań, nie z tego ze siostra mamy kolegi tak miała albo babcia koleżanki przyjaciółki brata nie. Anegdotki są super, ale w żaden sposób nie można ich przenosić na całą populacje.

Dobrze, to co z tymi rybami?

W Polsce najczęściej sięgamy po śledzie i mintaje, choć za najsmaczniejsze uważane są łosoś, tuńczyk i makrela. Niestety spożycie ryb ciągle spada ( a już wcześniej było niskie), co być może powodowane jest zbiorową paniką na temat zanieczyszczeń znajdujących się w rybach.

Tymczasem badania dowodzą, że ryby zmniejszają ryzyko śmierci. Metaanalizy pokazują, że spożycie ryb w ilości 20-40 g/dobę zmniejsza ryzyko śmierci ogółem i z powodu chorób sercowo-naczyniowych (czyli najczęstszej z przyczyn śmierci). Zalecenia IŻŻ mówią o 2 porcjach ryby tygodniowo, czyli ok. 300 g. Zjadacie tyle?

Ryby, szczególnie te tłuste, zawierają cenne kwasy tłuszczowe omega-3: EPA i DHA. Poza korzystnym wpływem na serce i układ krwionośny, kwasy te wykazują działanie przeciwzapalne, przeciwnowotworowe, mogą chronić przed chorobami autoimmunologicznymi i wspomagać ich leczenie. Odpowiadają również za rozwój układu nerwowego u dzieci, za rozwój zdolności poznawczych i opóźniają wystąpienie zmian neurodegeneracyjnych u osób starszych (szczególnie DHA).

Największym problemem w odniesieniu do ryb są zanieczyszczenia, przy czym musimy wiedzieć, że dla ryb największym problemem są ludzie, bo to przez Naszą działalność jakość ryb ciągle maleje. Kolejną kwestią jest lokalizacja geograficzna, ryby zamieszkujące Morze Bałtyckie nie mogą się przeprowadzić, a narażone są na ścieki, zalegające na dnie odpady powojenne, a wymiana wody zachodzi powoli.

Slogan "zanieczyszczenia" pojawia się wszędzie i często. O czym w zasadzie dokładnie jest mowa?

  1. Bisfenol A, którego pochodne mogą zaburzać sygnalizację hormonalną,

  2. Metale ciężkie i ich pochodne oraz pestycydy mogą być odpowiedzialne za ostre zatrucia,

  3. Dioksyny również mogą powodować zatrucia, ale wykazują też działanie kancerogenne,

  4. PCB, które są wysokotoksyczne dla żywych organizmów

Najmniejsza ilość powyższych substancji znajduje się w młodych organizmach znajdujących się na początku łańcucha pokarmowego, u dużych drapieżników będzie ich najwięcej (kumulacja). Czy to dyskwalifikuje ryby drapieżne? Zdecydowanie nie. Zjedzenie drapieżnej ryby z Bałtyku nie będzie od razu skutkowało zatruciem. Stężenie większości szkodliwych związków w organizmach wodnych nie przekracza kilku procent dopuszczalnej ilości i nie zbliża się nawet do maksymalnej dawki dopuszczalnej dla człowieka. Najtrudniej zapanować nad dioksynami już 100 g łososia bałtyckiego i 120 g szprota wędzonego sumuje się do maksymalnej ich dawki. Sprawa z innymi rybami wygląda trochę lepiej, mając na uwadze zawartość rtęci i dioksyn możemy spokojnie zjeść w tygodniu 240 g szprota w pomidorach, 400 g śledzia bałtyckiego, 950 g dorsza bałtyckiego, 330 g sardynki w oleju, 570 g wędzonego łososia norweskiego, 2,5 kg pstrąga, czy 65 kg (!) mintaja.


Czy więc należy bać się ryb w czasie ciąży?

Zdecydowanie nie. Wiele kobiet traktuje niejedzenie ryb w ciąży jak coś zupełnie naturalnego, jak nie palenie papierosów i nie pice alkoholu. Być możne postawa taka jest spowodowana zakazem jedzenia sushi. W sushi nie chodzi jednak o rybę, a sposób jej przygotowania (czyli w zasadzie brak przygotowania w sensie obróbki cieplnej). Faktycznie, surowe ryby w ciąży nie powinny być spożywane ze względu na ryzyko zakażenia bakteriami, m.in. Listeria monocytogenes. Ale z tego samego powodu kobiety ciężarne nie powinny też jeść surowego mięsa (np. tatar), surowych jajek czy serów pleśniowych.


Na co ciężarna powinna zwracać uwagę wybierając ryby?

Ryby muszą być świeże, transportowane i przechowywane w odpowiednich warunkach. Należy je spożywać po odpowiedniej obróbce termicznej, W CIĄŻY NIE JEMY SUROWYCH RYB. Najwięcej zanieczyszczeń zawierają płytecznik, makrela królewska, ryby bałtyckie wędzone, rekin, miecznik, tuńczyk, gardłosz i węgorz. Najbezpieczniejsze będą śledzie (max. 400 g tygodniowo), łosoś norweski, łosoś atlantycki, makrela atlantycka, dorsz atlantycki, pstrąg tęczowy, morszczuk, sardela, halibut. Warto zwrócić uwagę, jedna z dwóch porcji (zalecenia dla ciężarnych są takie same, dwie porcje po ok.150g w tygodniu) była rybą tłustą ze względu na bogactwo kwasów omega-3. Najbogatsze w nie będzie makrela atlantycka, łosoś atlantycki i hodowlany oraz pstrąg tęczowy.


Reasumując, czy można jeść ryby w ciąży? Tak, jeśli są poddane obróbce termicznej, były prawidłowo przechowywane i transportowane.


I moi drodzy, zanim kogoś skrytykujecie najpierw sami upewnijcie się w swojej wiedzy. Kiedy ktoś komentuje moje posty "naucz się a potem ucz innych, bo wapno jest też w roślinach" albo "bzdura! źródłem jodu są tylko algi" brakuje miejsca na merytoryczną dyskusję.

347 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie